Akurra & friends

Nasza galeria fotek i filmów gotowa

Posted by: Alicja on: listopad 24, 2009

… lub prawie gotowa. Tzn. Piotr cały czas jeszcze siedzi, już od 2 dni i segreguje, kadruje, upiększa i kicha… ale raczej nie grypowo :) rozmaite fotografie zrobione w ciągu ostatniego półrocza… Hmmm… naprawdę uzbierało się tego… A tu jeszcze szykuje się Święto Szkoły, na którym pewnie strzelimy kilka setek kolejnych fotek… Dlatego sie tak spieszy  :D

Galeria dostępna jest na stronie: www.akurra.smugmug. com.

Na wordpresie nie będziemy już wklejać zdjęć. Skupimy się na komentarzach, opiniach, filozoficznych wynurzeniach oraz – kto wie – może i poezji…(przypominam, że Piotr jest świetny w te klocki: http://akurra.wordpress.com/category/mysli/wierszyki/ ) a smugmug, będzie pełnił rolkę naszego rodzinnego albumiku fotograficzno-filmowego, tak ku uciesze naszej na niechybną starość …

Wyprawa na Prehybę

Posted by: Alicja on: listopad 23, 2009

Udało się! Udała się pogoda! I udało się nam – mimo braku kondycji  – dotrzeć do celu! Było cudnie!

Wg wskazówek ze schroniska wybraliśmy najłatwiejszą trasę drogą asfaltową z Gabonia, aż pod samo schronisko na Prehybie. Okazało się jednak, że zamiast dwóch zajęła nam ona 3,5 godziny. Zlani potem pojawiliśmy się na Prehybie już o zmroku, podziwiając nad Tatrami ostatnie rozbłyski zachodzącego słońca.

Nasza ekipa składała się z piątki dorosłych, 4 małolatów, co gnały do przodu jak kozice oraz 3 maluchów na wózkach… No i właśnie pchanie tych wózków okazało się niezwykle męczące, bo ponad 6,5 km drogi ani na moment nie chciało się zpoziomować. Aż do samego masztu na Prehybie droga ciągnęła mocno w górę… Oj, było ostro!  Im dalej, tym gorzej. Tak bardzo, że nikt z nas nie miał ochoty aparatem uwiecznić drogi pod górę! :(   Dopiero w trakcie niedzielnego schodzenia uwieczniliśmy na zdjęciach całą trasę.

Więcej fotek na naszym alternatywnym blogu – galerii: http://akurra.smugmug.com

Ciekawym wyczynem była sobotnia akcja Lucxa, aby dołączyć do nas już po ciemku…  Gdy nie zniechęciła jej ani wizja 3-godzinnego wychodzenia pod górę w ciemnościach, ani wizja, że ją po drodze strach przeleci…  przestraszeni, namówiliśmy ją na sforsowanie szlabanu i zakazu wjazdu i pokonanie całej trasy autem. Dała czadu! Tym razem obyło się bez mandatu… :D

Góry Stołowe

Posted by: Alicja on: październik 27, 2009

stolowe_7

W ramach integracji naszej waldorfskiej rodziny szkolnej spędziliśmy piękny weekend w Górach Stołowych. Pomysł na Wyprawę do Narnii wyszedł od Rodziny Zacharzewskich, za co im raz jeszcze publicznie dziękujemy :) Zarówno miejsce noclegowe (znów dom z duszą w środku lasu!) jak i miejsca, do jakich nas zabrali na wycieczki okazały się po prostu cudowne. Trzeba tam koniecznie wrócić!

W zamgloną sobotę zwiedziliśmy Skalne Miasto w Adrspachu (po czeskiej stronie):

stolowe_3

stolowe_4

stolowe_5

stolowe_1

Jak widać pogoda nie była fotogeniczna. Wiele pięknych zdjęć można zobaczyć na oficjalnej stronie Parku Narodowego w Adrspachu: http://www.adrspach.cz/fotogalerie/

Niedziela była cudownie słoneczna, od samego rana, jakby na zamówienie fotografa… Niestety fotograf opuścił na chwilę grupę, by odwieźć właścicielom zagubionego w lesie psa, po czym idąc w pojedynkę nieco się pogubił na szlaku… A że podejście na Błędne Skałki okazało się bardzo wymagające, zasapany doszedł z godzinnym opóźnieniem… A potem miał już ręce zajęte znoszeniem z góry śpiącego dziecka… Niestety moje ręce, zbyt drżące od wnoszenia słodkiego maleństwa przez 1,5 godziny po, miejscami, bardzo stromych podejściach, nie nadawały się już do odpowiedzialnego trzymania aparatu :)   Tak więc brak zdjęć z niedzielnej wycieczki… Ech… Kiedyż to wreszcie nadejdą czasy wolnych rąk na górskich szlakach…

Zostało tylko wspomnienie przenikających przez około domowy, naprawdę baśniowy las, porannych promieni słońca…

stolowe_8

stolowe_6

Więcej fotek na naszym alternatywnym blogu – galerii: www.akurra.smugmug.com

Grzybobranie w Porąbce

Posted by: Alicja on: październik 27, 2009

grzybobranie_1

Porąbka, 26 i 27 września. To kolejne urocze miejsce w Beskidach, do którego lubimy wracać.

grzybobranie_14

W domu na Złotej Górce, w samym środku lasu panuje ci….sza, zakłócana rano jedynie przez gulgot indyków za domem a wieczorem przez nasze zaangażowane dyskusje przy kominku :)

Nasze grzybobranie obfitowało w przyrodnicze przygody.

grzybobranie_2

grzybobranie_3

grzybobranie_5

grzybobranie_12

Po wyprawie do lasu dzieciaki zajmowały się gospodarskimi kurami i królikami.

grzybobranie_10

Tydzień później znów zebraliśmy mocną ekipę i powróciliśmy w to samo miejsce. Pogoda już nam tak nie dopisała jak tydzień wcześniej, grzyby również nie, ale humory – jak najbardziej :)

Hmmm… Co Gerard ma między zębami?

grzybobranie_11

Matka karmiąca zawsze czujna:

grzybobranie_13

Kasia B. spoziera:

grzybobranie_4

Monia cieszy się, że ma już trójkę i wystarczy:

grzybobranie_15

Darek niańczy trzecie:

grzybobranie_8

Ewa tuli Hakera:

grzybobranie_7

A dzieci świetnie się bawią:

grzybobranie_17

grzybobranie_6

Tomek z Szymkiem dodają sobie otuchy, bo w tym babskim gronie czują się niezrozumiani:

grzybobranie_16

A oto i prawie cała ekipa (bez fotografa i Suni, która kręciła się pod fotografa nogami):

grzybobranie_9

Więcej fotek na naszym alternatywnym blogu -galerii: http://akurra.smugmug.com

Sopatowiec

Posted by: Alicja on: październik 27, 2009

sopatowiec_9

Przy okazji wertowania internetu w poszukiwaniu sierpniowych warsztatów z Magdą Kapelą, natknęłam się na pewne ciekawe miejsce w Beskidzie Sądeckim zachwalane przez najrozmaitsze “świry” ;) : joginów, buddystów, tancerzy, adeptów sztuk walki, fotografów, artystów – słowem tych, co zwykle się nie wtapiają w tłum :) (www.sopatowiec.pl ). Postanowiliśmy z Piotrem odwiedzić to urocze miejsce, jeśli nadarzy się taka okazja, tzn. jeśli wstrzelimy się w jakiś “niezaprogramowany” weekend. A nie jest to wcale takie łatwe, jnp. Sylwester zarezerwowany jest tam, bodajże, na najbliższe 3 lata wprzód :) .

Udało się: z soboty na niedzielę 19 i 20 września! Wow! Mieliśmy wielkie szczęście. Pogoda była malowana! Wyciągnęliśmy ze sobą kuzynkę Kasię i Monię z Darkiem.

sopatowiec_4

sopatowiec_8

sopatowiec_14

Całą sobotę trwały spontaniczne warsztaty fotograficzne.

sopatowiec_11

sopatowiec_12

sopatowiec_13

sopatowiec_10

W Sopatowcu gospodarzy Gosia Kacner: filozof z dredami  (innym filozofem z dredami jakiego znamy, też po UJ-ocie chyba, jest nauczyciel angielskiego w szkole waldorfskiej (sic!) :)

sopatowiec_5

W Sopatowcu każda doba to obowiązkowa doba Full Board! Gosia wspaniale gotuje wg pięciu przemian. Mniam mniam!

sopatowiec_7

Na noc zostaliśmy sami. Całą niedzielę spędziliśmy na rozmowach z gospodarzami oraz na przeglądaniu wielu książek z imponującej biblioteki Gosi. A dzieciaki skakały po drzewach!

Cudowne miejsce na zaczerpnięcie spokojnego oddechu… Tylko kiedy tam znów będzie tak spokojnie? Sezon warsztatów rozmaitych trwa! :)

Fiduea wg “koleżki” Gosi C. Mandarynki

Posted by: akurra on: wrzesień 21, 2009

(prosto ze Skyp’a od Gosi “Mandarynki”)
no wiec tak, na poczatku sypal sol na patelnie moj walencjanski kolezka
potem troche oleju, a potem mariscos sie smazyly
podsmazyl jakies krewety, sepia, i calamares i malze
sepia i kalamares zostaly, a reszte wyjal po paru minutach zeby sie nie rozwalilo
obok w garnku ugolowal wywar z ryby, moze byc jakakolwiek ale zeby nie miala osci
bez soli tylko ryba z woda
potem na te kalamary z sepia na patelni dal tomate frito i ten wywar z ryby
i jeszcze szafran
i pogotowal troche
potem wrzucil kluski, i te kluski robily sie na dosc duzym ogniu, ku mojemu zdziwieniu, dopiero jak sa juz prawie zrobione to zmiejszyl
aaaa, jeszcze wczesniej zanim te kluski, to do tego wszystkiego dorzycil ta ryba z wywaru, pokroil, oczyscil z osci jesli byly i tez wrzucil
no i potem, jak juz kluski wchlonely caly ten sos, to na wierzchu polozyl te malze i krewety co byly wczesniej wyjete
i koniec

no i warto jest z duza iloscia wycisnietej cytryny

Końcówka

Posted by: Alicja on: wrzesień 5, 2009

yoga na trawie

Parafrazując słynną sentencję słynnego polityka, co się ponoć zna na tym i owym: dobre wakacje można poznać, nie po tym jak się zaczęły, ino po tym jak się skończyły ;) No to końcówkę mieliśmy ekscytującą (w sensie: “ożywczą”). Tchnęła w nas nową energię i przywróciła “boży” rytm.

W skrócie:
6 dni warsztatów jogowo-bollywoodowych nad morzem (z pobudką przed 7 rano) skutecznie odparło poranne lenistwo z czasów hiszpańskich, kiedy to śniadania jadaliśmy koło południa, tzn. polskiego południa, bo w dla Hiszpanów południe to 14:00…

W Pleśnej znęcała się nad nami Magda, która – jak widać poniżej – z nieukrywaną satysfakcją przygląda się naszym sado-masochistycznym praktykom (metoda Iyengara) ;)

joga z magda

O 20:00 co poniektórzy odreagowywali stres pląsając w rytm “lecza lecza” pod okiem Meggy.

yoga tance

Niestety w dniu występu Ewa była bardzo niezadowolona ze swojego stroju i nie zaprezentowala się w tańcu. Uwiecznilismy jednak satysfakcjonujące ją wcielenie w driadę:

ewa driada

Wiecej zdjęć na naszym alternatywnym blogu – galerii: http://akurra.smugmug.com

A teraz dygresja końcówkowa: przy okazji podróżowania z południa na północ przypomnieliśmy sobie o pospiechu na drogach i o tych, co wyprzedzają na trzeciego. I jak teraz o tym piszę, to na myśl przychodzi mi pewne rondo w Walencji, którym kilka razy mieliśmy okazję przejechać jadąc do Oceanarium:
rondo w walencji_s
Rondo ma 10 pasów, przy czym linie dzielące pasy narysowane są fragmentarycznie, jak widać. Nitka górna lewa ma 7 pasów, a prawa tylko 3 pasy. Wyjeżdżanie z tego ronda na 3-pasmową drogę , oczywiście w godzinach szczytu, to rewelacyjne doświadczenie… raczej dla natur spokojnych (takich, jak Piotr). Kluczem do sukcesu, jest nie tylko rozglądanie się zarówno na prawo, jak i na lewo w trosce o wygospodarowanie dla siebie odrobiny przestrzenii, ale przede wszystkim: UPRZEJMOŚĆ dla jadących obok, jesli np. z 3 wewnętrznego pasa, będą właśnie chcieli wydobyc sie z ronda … hi hi…

Dla tych, którym się wydaje to dość stresujące, polecam sawasanę* ;)

*Sawasana jest to całkowite rozluźnienie ciała i umysłu w pozycji leżącej na wznak.

Gdy Ewa miała 5 lat, to Kasia miała 7

Posted by: Alicja on: sierpień 6, 2009

To kolejny filmik z 2006 roku – taka nasza rodzinna perełka z lamusa. Ewcia chodziła wtedy do przedszkola waldorfskiego. A przedszkola waldorfskie, podobnie, jak i szkoły waldorfskie wyróżnia na tle innych to, że budują więzi wsród grona nauczycieli i rodziców. Jeśli ktos nie rozumie, o czym pisze, to na pewno zrozumie, kiedy obejrzy film.

Na święcie nie obyło się bez płaczu: Ewci, która śpiewając piosenkę, speszyła się w końcu i odbiegła nieszczęśliwa porzucając mikrofon; Kasi z kolei – załamanej tym, że wraz z koleżankami nie zostały wybrane do odśpiewania przygotowanej piosenki.

Ebi or not ebi?

Posted by: Alicja on: sierpień 6, 2009

To króciutka relacja z jednego wieczoru spędzonego w gospodarstwie agroturystycznym w Żegocinie u Państwa Gasów. Było to dawno, dawno temu. Wieczór obfitował w emocje sportowe, które – wbrew powszechnie utartym wzorcom – udzielały sie tylko mnie. Mój meżczyzna zupelnie nie zainteresowany ważnym międzynarodowym meczem, postanowił nakręcić studium reakcji “oszołomionego” kibica (piłam wino). Po 3 latach odkryłam te zdjęcia i zmontowałam, tak ku pamięci :)

Zwróćcie uwagę na to, co mówi komentator sportowy…

Nowy film o sikorce na Vimeo / A blue tit new movie

Posted by: akurra on: lipiec 28, 2009

Choroba, zapomniałem jak się wrzuca tu filmy z vimeo… / Gosh, I forgot how to embed movies from vimeo….

O już wiem: / I got it now: